Kaliningrad na weekend

Muzeum Światowego Oceanu

To muzeum to jedna z większych atrakcji miasta. Jest podzielone na kilka części do których bilety można kupić osobno lub w pakiecie w jednej z kas na terenie obiektu.

Zwiedzanie zaczęliśmy od akwarium. W tym pomieszczeniu stoi sporo różnej wielkości zbiorników w których pływa wiele słodkowodnych i słonowodnych gatunków ryb oraz koralowce. Jako, że od dzieciństwa jestem akwarystą to właśnie tam spędziłem sporo czasu.

Muzeum Światowego Oceanu w Kaliningradzie

W kolejnym kroku zwiedziliśmy salę głębin morskich. Można tam zobaczyć batyskafy i zapoznać się z osiągnięciami człowieka w poznawaniu podwodnego świata, również tego słodkowodnego w zbiorniku Bajkał.

Batyskaf

Ciekawostką jest, że w muzeum oceanu można też obejrzeć wystawę poświęconą podbijaniu kosmosu. W porcie stoi także statek, który łączył się z wysłanymi przez Rosjan stacjami kosmicznymi.

Jeden z plakatów z minionej epoki

Poza wystawami na lądzie zwiedziliśmy też stojące na wodzie statki, które udostępniono turystom. W pobliżu jest też zaparkowany samolot służący do niszczenia łodzi podwodnych – taki model widziałem po raz pierwszy.

Samolot do niszczenia łodzi podwodnych

Co ciekawe w muzeum pracują w większości ludzie w wieku sporo powyżej średniego. Nie wiemy czy w ten sposób dba się o zatrudnienie dla starszych czy brakuje młodych pasjonatów. Wiem natomiast, że na pewno przynajmniej jedna z tych Pań kochała to, co robi. Pomimo bariery językowej znakomicie opowiadała o swojej wystawie figur, masek i rzeźb z całego świata. Nieczęsto spotyka się takie osoby. 

Wystawa czasowa w Muzeum Światowego Oceanu

Zwiedzanie całego muzeum zajmuje około dwóch do trzech godzin i na pewno warto. Niebawem będzie otwarta kolejna część z jeszcze większą kolekcją morskich atrakcji. 

Królestwo bursztynu

Kaliningrad to nie tylko muzeum oceanu o którym pisałem poprzednio. Miasto i okolica to miejsce gdzie króluje bursztyn. Chcąc zobaczyć na własne oczy drugi z największych bursztynów świata – większy jest podobno w Berlinie – udaliśmy się do Muzeum Bursztynu.

Drugi największy bursztyn świata. Nie urzeka wyglądem.

Już na wejściu czekała nas niespodzianka. Reporterzy z wp.pl poszukiwali Polaków, którzy korzystając z e-wizy przyjechali do Rosji. Po chwili pogaduchy poprosili nas o wywiad, który wkrótce ma pojawić się na łamach portalu. Nie sądziłem, że to właśnie w Rosji stanę przed polską kamerą 🙂

Chwilę później zrobiliśmy małe zakupy korzystając z mnogości wyrobów ze złocistego kamienia i ruszyliśmy zwiedzać muzeum. Za cenę podstawowego biletu nie da się obejrzeć całości, ale i tak wystawa przedstawia się imponująco. Miła obsługa na wejściu i różnorodność wyrobów potrafi zaciekawić. Zaciekawiają też ceny wyrobów. Zapraszam do przejrzenia zdjęć. Trzeba mieć zasobny portfel żeby kupić lufkę z bursztynu, że nie wspomnę o zegarze czy modelu statku.

Jedna z bursztynowych dekoracji w Muzeum Bursztynu

U schyłku dnia zafundowaliśmy sobie długi spacer powrotny, a następnie rejs jedną z łódek pływających po kanałach w Kaliningradzie. Ten rejs to może nie to, co da się przeżyć w Sankt Petersburgu podczas nocnego kursu po mieście pełnym świateł, ale i tak warto posłuchać historii dawnego Królewca i zobaczyć go z innej perspektywy.

Historia tego miejsca jest dość burzliwa i czasem łza w oku się kręci, że komuniści potrafili na przykład wyburzyć stary zamek krzyżacki, by na jego miejscu postawić Dom Sowieta. Chyba jednak podziałała jakaś klątwa, bo budynek do dziś dnia stoi pusty z uwagi na partactwo przy jego budowie i ryzyko zawalenia. Ślad poprzedniej epoki jest widoczny do dziś – w mieście stoi wielki pomnik Lenina, podobnie zresztą jak w wielu innych miastach i wsiach w Rosji. 

Dom Sowietów

Mierzeja Kurońska

Po dwóch dniach zwiedzania miasta i muzeów Trzeba było wsiąść na motocykle i objechać okolice. W planach były znalezione w internecie atrakcje – Mierzeja Kurońska, kopalnia bursztynu i tańczący las.

Ruszyliśmy najpierw zobaczyć największą na świecie kopalnie bursztynu. Był to najbardziej na Zachód wysunięty punkt z naszej listy. Po kilkudziesięciu kilometrach jazdy po remontowanych rosyjskich drogach dotarliśmy do celu.

Aby wjechać na teren kopalni należy na bramie wjazdowej kupić bilet, który dla dwóch osób kosztował coś około czterdziestu dwóch złotych. Po pokonaniu kilkuset metrów betonowej drogi zobaczyliśmy kopalnię w całości.

Niestety można ją jedynie podziwiać z tarasu widokowego. Trochę nas to rozczarowało, bo spodziewaliśmy się możliwości zejścia na teren wyrobiska i podziwiania pracy przy wydobyciu z bliska.

Kopalnia Bursztynu

Sama kopalnia to odkrywka, dość sporych rozmiarów, jeśli jednak ktoś widział kopalnię w Bełchatowie to ta dziura w ziemi nie zrobi już na nim takiego wrażenia.

Z kopalni ruszyliśmy na Wschód, na Mierzeję Kurońską. Chcieliśmy jeszcze zobaczyć najsłynniejszy kurort w okolicy – Swietlogorsk, jednak tłok na drogach w mieście oraz mnóstwo zakazów wjazdu w ulice bliżej morza skutecznie nas zniechęciły.

Kilkanaście kilometrów od celu na drodze utworzył się gigantyczny korek spowodowany wyścigami rowerowymi. Jakoś po kilku próbach udało nam się ominąć cały ten bałagan i dojechać do bramy, gdzie płaci się za wjazd na mierzeję.

Po drodze małe zakupy, pogaduchy ze spotkanymi bajkerami z Polski i Rosji i już niebawem staliśmy na plaży od strony otwartego morza. Plaża jest tu dość szeroka, odgrodzona od lądu wydmami. Co ważne nikt tu nie używa parawanów i nie ma takiego tłoku. Oczywiście odbyliśmy obowiązkową kąpiel i zjedliśmy świeżo wędzone ryby. O dziwo o rybę nie jest tu tak łatwo jak nad polskim Bałtykiem.

Mierzeja Kurońska

Po obiedzie zwiedziliśmy jeszcze wielkie wydmy, które były po drugiej stronie mierzei. Wymagało to sporego wysiłku, bo do pokonania w motocyklowych ciuchach było sporo schodów. Widok ze szczytu wynagradzał wylany pot.

W drodze do hotelu odwiedziliśmy jeszcze tańczący las. Nie wszystkie drzewa „tańczyły” i może nie ma takiego efektu, jak lesie w pobliżu Gryfina, ale zobaczyć warto.

Tańczący las

Wieczór spędziliśmy popijając piwko i szykując się mentalnie na długi jak zwykle powrót przez rosyjską granicę.

Granica Rosja – Polska

Następnego dnia na granicy spędziliśmy ponad trzy godziny poznając przy okazji austriacko – rosyjskie małżeństwo i kilku ludzi trudniących się przerzutem paliwa na polską stronę przy użyciu starych Passatów. Zaliczamy też ekspresowo zamek w Malborku i kilka długaśnych korków na A1.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.