W 2011 roku Steven Spielberg nakręcił film dziejący Siena początku dwudziestego wieku. Na farmie, w Devon ojciec rodziny Ted, kupuje nowego konia, ale wkrótce okazuje się, że nowy nabytek nie nadaje się do pracy w gospodarstwie rolnym. Młody chłopak Albert zaprzyjaźnia się z koniem tak bardzo, że nie waha się, aby zaciągnąć się do wojska (wybucha pierwsza wojna światowa i koń Joey zostaje sprzedany armii i trafia na front) z powodów nie całkiem oczywistych, aby walczyć z wrogiem, a raczej mając na dzieję, że spotka na froncie swego końskiego przyjaciela. Reżyser pokazuje koleje Joeya na tle wojennej zawieruchy; pokazuje obie strony konfliktu zarówno w trakcie walki jak i w czasie, kiedy walka przestaje być najważniejsza, armaty milkną a żołnierze staja się znowu tylko zwykłymi mężczyznami próbującymi uwolnić konia zaplątanego w drut kolczasty. Zdaje się, ze gdyby nie wojna mogliby pójść razem na piwo do pubu i dobrze się bawić. W tym filmie nie ma nowoczesnych trików elektronicznych, których obecnie pełno jest we współczesnym kinie, jeśli koń zachowuje się tak czy inaczej jest to po prostu zasługa trenera a nie cyfrowej obróbki. Warto go obejrzeć, bo mimo pokazywania okrutnego czasu wojny tchnie z niego jakiś optymizm.





























