Dzień pierwszy i drugi – Miejerza Kurońska i Muzeum Zimnej Wojny

 

Wczoraj minął tydzień od powrotu. Czas na małą tekstowo – fotograficzną relację. Zapraszam do lektury!

Dzień pierwszy – Mierzeja Kurońska

W pierwszym „zagranicznym” dniu odwiedziliśmy Mierzeję Kurońską. To przepiękny rosyjsko – litewski odpowiednik naszego Helu. Wjechać można tam lądem od strony rosyjskiej lub promem od Litwy. My wybraliśmy tą drugą opcję.

Mierzeja jest parkiem narodowym, więc za wjazd trzeba jeszcze zapłacić cztery euro. Przez cały półwysep biegnie tylko jedna główna droga, z której momentami widać oba brzegi. Wszędzie mnóstwo zieleni, a od strony morza piękne, wysokie wydmy.

Piasek na plaży jest drobny jak cukier puder i przy tak silnym wietrze, jaki był podczas naszej wizyty po kilku sekundach ma się go wszędzie.

W mieście Nida, gdzie spaliśmy przekonaliśmy się, że może być trudno znaleźć otwartą restaurację po godzinie 22, a o zakupie piwa po tej godzinie można zapomnieć – panuje wieczorna prohibicja i nawet mocno trzymaną w dłoni puszkę trzeba odłożyć po dojściu do kasy.

Dzień drugi – Muzeum Zimnej Wojny

W pobliżu miejscowości Plunge, z oddaleniu od zabudowań, gdzieś pośrodku lasu jest dawna, podziemna sowiecka baza rakietowa. W tym miejscu byłu przygowane do ataku cztery rakiety R12 z głowicami nuklearnymi.

Rakiety były ustawione do ataku na Norwegię, Niemcy, Wielką Brytanię i Turcję. Co trzy – cztery lata cele zmieniano. Wysokie na 23 metry były w całości schowane pod ziemią a ich obecność zdradzały jedynie naziemne „grzybki”, przez które miał nastąpić ewentualny start. Umiejscowienie bazy pozwalało na atak dowolnego miejsca w Europie.

Spojrzenie na naziemną część bazy nie zapowiada tego, co jest pod ziemią. Korytarze kryją oblrzymy obiekt, obecnie przerobiony na muzeum. Obiekt pozwalał na przeżycie w całkowitej izolacji przez 15 dni i był całkowicie samowystarczalny.

Oglądając na żywo silosy po rakietach mieliśmy ciarki na rękach. Całe szczęście głowic nigdy nie użyto do ataku. Obiekt jest na pewno warty obejrzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.