Dzień siódmy – umieram…

Tego dnia w zasadzie umierałem ze dwa razy, ale od początku… Wieczorna wędrówka po mieście trochę nam się przeciągnęła, a rakija o mocy pięćdziesięciu procentów dała nam się we znaki. Wstajemy ledwo żywi i chyba jeszcze trochę procentów zostało w organizmie, bo każdy ruch pochłania z dziesięć razy więcej energii niż zwykle. Dobrze, że było to planowane działanie i dziś mamy „plażing”. Przecież, jak śpiewał Lady Punk „człowiek musi się czasem wyluzować”. Robimy zakupy w pobliskim sklepie, jemy śniadanko i fundujemy sobie małą drzemkę, aby odzyskać siły witalne.

Około południa ruszamy na plażę. Trochę lenistwa dobrze nam zrobi. W odróżnieniu od wyprawy do Rumunii tym razem udało się dotrzeć do morza to warto to wykorzystać. Drogę pokonujemy pieszo, raz jeszcze podziwiając miasteczko Ulcinj. W centrum gwarno, plaże pełne. Postanawiamy pójść na plażę kamienistą, trochę oddaloną od deptaka. Po drodze mijamy plażę tylko dla kobiet. Szczelnie ogrodzenie i ochrona nie pozwalają nawet kątem oka zerknąć co się tam kryje.

Docieramy wreszcie do celu. Krystaliczna woda zachęca do kąpieli. Oczywiście nie trzeba nas dwa razy namawiać i już po chwili zanurzamy się w morzu. Woda nie dość, że czysta i bardzo słona to jeszcze ciepła. Pełen luksus. Leżakowanie upływa szybko i późnym popołudniem zajadamy obiad w nadmorskiej knajpce. Knajpa nadmorska to i jedzenie z morza. Krewetki i małże smakują wyśmienicie. Nic nie wróży tego co stanie się później. „Później” nastąpiło tuż po powrocie do kwatery. Zaczęły mną targać torsje jak podczas pamiętnego, pierwszego rejsu morskiego, kiedy to miałem zamiar łowić bałtyckie dorsze. Mimo, że rzecz dzieje się na lądzie to choroba morska trzyma mnie przez dobre trzy godzimy i wysysa ze mnie wszystkie siły.

Przyczyna mojej choroby wyjaśnia się już po powrocie do kraju. Zgłębiając temat dowiedziałem się, że pod żadnym pozorem nie wolno otwierać i zjadać małży, która ma zamkniętą muszlę. Chyba zapamiętam to do końca życia. Wieczór przynosi ulgę. Zjadamy kolację w pobliskim lokalu i idziemy spać. Nazajutrz wracamy w jedynie męskim składzie do Albanii. Jedziemy do wioski Theth!

Powiązane

Pozostaw komentarz