Podróż już się zaczęła…

Niedziela… ostatni weekend przed wyjazdem. Startujemy w najbliższy czwartek. Stan umysłu podpowiada jednak, że ta podróż już się zaczęła. Od kilku dni usypuję kupkę z rzeczy, które trzeba zabrać. Namiot, karimaty, śpiwory, a także trytytki, srebrna taśma, gumy do montowania bagażu i blaszane kubki. Wszystko to trzeba będzie upchnąć razem z odzieżą do trzech małych kufrów i wszystko to zapewni nam spokojną egzystencję przez dwanaście kolejnych dni tułaczki.

Nerwowe dreptanie wokół motocykla, przeglądanie map i filmów na YouTube, nakreślanie optymalnej trasy – chyba to lubię. Takie momenty pozwalają cieszyć się podróżą jeszcze przed oficjalnym startem. Sprawiają, że przejście z trybu „praca” na tryb „jazda” przebiega bardziej płynnie. Wszystko to sprawia, że w podróży jest się czasem kilka tygodni zamiast kilkunastu dni. Dzień, kiedy po raz pierwszy rozbijemy namioty w Słowacji czy na Węgrzech będzie już tylko kulminacją półrocznych starań.

Tegoroczny plan zakłada, że jedziemy przez Rumunię, Bułgarię, Macedonię, Kosowo, Albanię, Czarnogórę, Bośnię i Hercegowinę oraz Chorwację. Tranzytem zrobimy też Słowację i Węgry. Kilometry? Zobaczymy ile wyjdzie. Noclegi? Droga pokaże, gdzie będziemy spać. Atrakcje turystyczne? Lokalni mieszkańcy pokierują nas najlepiej.

 

Powiązane

Pozostaw komentarz