Saaremaa

Saaremaa

Pogoda za oknem nie zachęca do wyjazdów, czas więc powrócić do relacji z najdłuższej w tym roku wyprawy do Estonii.

Będąc już od kilku dni w trasie z Rygi kierowaliśmy się ku największej estońskiej wyspie Saaremaa. Po drodze zrobiliśmy tylko jeden nocleg w Parnawie, gdzie jest ponoć najcieplejsza woda w Bałtyku. Woda owszem, była cieplejsza niż wcześniej, jednak temperatura na zewnątrz nie zachęcała do kąpieli. Zaliczyliśmy za to długi, kilku kilometrowy spacer brzegiem morza.

Kolejnego dnia około południa byliśmy już w Virtsu, gdzie załadowaliśmy się na prom płynący na wyspę. Kilka euro, kilkadziesiąt minut i już jesteśmy na mniejszej z wysp – Muhu. Z tej wyspy jedziemy dalej usypaną przez człowieka mierzeją wprost do Saaremy.

Pierwszy cel tego dnia to największy krater, powstały po uderzeniu meteorytu – Kaali kraater. Dziura robi wrażenie, choć od jej powstania minęło sporo czasu i jest częściowo zamulona i zarośnięta. Siła uderzenia kosmicznego kamienia była porównywalna z bombą, która wybuchła w Nagasaki, co widać po ukształtowaniu terenu wokół.

Kilka fotek, krótka rozmowa z babcią sprzedającą truskawki zakończona zakupem tych wiosennych owoców po cenie, za którą u nas można by kupić całą skrzynkę i ruszamy dalej.

Kolejnym punktem na naszej trasie był zamek w Kuressaare (oryginalna nazwa to Kuressaare piiskopilinnus – za ewentualne połamanie języka przy próbie wymowy nie biorę odpowiedzialności).

Twierdza początkowo niewielka, rozbudowana w XIV w. w potężny obiekt, jest jedną z niewielu tego typu budowli zachowanych w Estonii . Malowniczo położony obiekt jest warty obejrzenia.

Pogoda z godziny na godzinę załamywała się, więc skierowaliśmy się w stronę zarezerwowanego noclegu. Na miejscu wita nas młody gospodarz, który w zamian za zamówione pokoje udostępnia nam cały domek wyposażony we wszystko co potrzeba, łącznie z sauną. Z uwagi na prognozy pogody i warunki w jakich przyszło nam spać decydujemy się na dłuższy pobyt i na wyspie zostajemy dwa dni.

Decyzja o dłuższym pobycie daje nam możliwość zobaczenia na wyspie wszystkiego, co zobaczyć powinniśmy. Widoki na wyspie potrafią zachwycić. Saaremaa powstała w wyniku ruchów płyt tektonicznych, co doskonale widać po jej wybrzeżu. Są tu zarówno piaszczyste plaże, znane z polskiego Bałtyku, ale są też odcinki kamieniste niczym wybrzeże chorwackie. Całości dopełniają wysokie klify na północnym brzegu.

Ciekawostką były też stare wiatraki stojące w takim rejonie Saaremy, że przez cały rok mają zapewniony wiatr. Obecnie jest to już tylko skansen, ale wiatrak jest symbolem całej wyspy do dziś.

Okazało się, że zupełnie przypadkiem odwiedziliśmy wszystkie miejsca, które są „obowiązkowe” na tej wyspie. Niestety pogoda dała nam mocno w kość. Przez cały dzień padało, więc motocykle zabłocone i brudne od żółtego szutru wyglądały na tak samo zmęczone, jak my.

Po powrocie na kwaterę chwalimy sobie saunę, która robiła nam za suszarnię ciuchów. Na koniec pobytu na Saaremie taranujemy jeszcze szlaban podczas wjazdu na prom, na szczęście był dość delikatny i Honda dzielnie stawiła mu czoła. Wracamy na stały ląd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.