Samarkanda – piękno ze skorpionem w tle

Samarkanda. Znaliśmy to miejsce z opisów w internecie i podręczników historii. To miasto miało nas zachwycić – tego oczekiwaliśmy. Niestety na wstępie nas rozczarowało. Po objechaniu wielkiego pomnika Amir Temura i przejechaniu obok pobliskiego parku trafiliśmy do mauzoleum tego władcy. Budynek piękny, ale jakiś taki mały w porównaniu z budowlami wcześniej oglądanymi w Bucharze.

Zapłaciliśmy za wstęp i po ustaleniu z ochroną, że będą zerkać na nasz dobytek zostawiony na motocyklach ruszyliśmy oglądać obiekt. Wnętrza choć niezbyt obszerne, były pięknie zdobione, dopracowane w każdym detalu i pięknie zachowane pomimo upływu lat.

Jak wspomniałem, byliśmy jednak lekko rozczarowani. Prawie daliśmy się nawet namówić na nocleg w hoteliku obok mauzoleum. Na całe szczęście finalnie nie skorzystaliśmy z oferty i postanowiliśmy znaleźć nocleg, jaki zaklepałem tego dnia wcześniej, kiedy miałem dostęp do Wi-fi.

Ruszyliśmy w kierunku wyznaczonym przez nawigację i już po chwili wyszła nasza ignorancja. Oglądając mauzoleum nie dostrzegliśmy, że wcale nie przypomina ono budynków z wcześniej oglądanych zdjęć i filmów. Jako, że była już późna pora chwilę później ciemności rozświetlił blask Registanu. Olbrzymie madrasy widziane z drogi, którą jechaliśmy do noclegu robiły oszałamiające wrażenie.

Nasz motel był zaledwie kilka kroków od tych najpiękniejszych w Azji Centralnej budynków. Szybko „rozbijamy obóz” i ruszamy obejrzeć z bliska to wiekowe cudo. Noc połączona z pięknym oświetleniem padającym na wykończone ceramiką ściany, dochodzące dźwięki wieczornej modlitwy i mnóstwo ludzi robiących zdjęcia lub po prostu chłonących chwilę. Warto było jechać tyle kilometrów, czasem klnąc pod kaskiem na upał lub dziury w drodze.

Spacerując obeszliśmy budynek, przemykając wśród lokalnych mieszkańców. Po wieczornej modlitwie światła wygasły i miasto powoli zaczęło zapadać w sen. Postanowiliśmy posilić się jeszcze przed snem. W małym przydrożnym barze kupiliśmy kurczaka z rożna. Naprawdę, można zatęsknić za tak prostym i znanym z domu smakiem.

Gdy wróciliśmy do kwatery czekała na nas gospodyni. Prosiła abyśmy wstawili motocykle do pokoju na parterze, bo nasze maszyny przyciągają za dużo gapiów. W tym rejonie, podobnie jak w całym Uzbekistanie motocykle to rzadkość, stanowią atrakcję.

Wjazd motocykli do pokoju wymagał przemeblowania. Podczas przestawiania łóżka znalazłem tuż pod nim śpiącego skorpiona. Pierwszy raz miałem okazję stanąć oko w oko z tą pustynną bestią. Pojedynek wygrałem. Szufelka i zmiotka załatwiły temat, a śmiercionośny robal trafił na pobliski trawnik. Tego dnia nawet po pokoju chodziliśmy w butach. Mieliśmy jakiś wewnętrzny opór do chodzenia boso.

Z owym skorpionem związana jest jeszcze jedna historia. Rano do motelu przybyła francuska para, która koniecznie chciała mieszkać w miejscu gdzie stały nasze motocykle i mieszkał skorpion. Gospodyni nie było to na rękę, gdyż przygotowała dla nich inny pokój. Na moją propozycję, że opowiem francuzom jakiego mogą mieć współlokatora, aby ich ostatecznie przekonać do zmiany lokum krzyknęła tylko głośno – „niet, niet, niet” i zaśmiała się w głos. Do dziś nie wiemy na ile groźny był ten blady robal, jednak na pewno przysporzył nam sporo emocji, a później śmiechu.

Rano ruszyliśmy zwiedzać i na największy w mieście bazar. Chcieliśmy po raz pierwszy obejrzeć na żywo piękne wschodnie tkaniny, poczuć smak i zapach słynnych przypraw i zaczerpnąć lokalnego gwaru.

Zielony bazar – bo tak się nazywało to miejsce – był dokładnie taki, jak sobie wyobrażaliśmy. Kopce usypane z wszelkiej maści ziół, tysiące intensywnie lśniących kolorów chust, czapek i lokalnych butów. Zagadał do nas jeden ze sprzedających. Nie, nie chciał nam na siłę sprzedać swoich towarów. Bardziej był ciekaw jak przyjechaliśmy w to odległe od domu miejsce i jak nam się żyje w Europie. Takie pogaduchy to prawdziwa skarbnica wiedzy o autochtonach. Na tym bazarze kupiliśmy pierwsze pamiątki, które dojechały z nami do domu.

Nad miastem zaczęły się zbierać ciemne chmury, a my ubrani w przeciwdeszczówki ruszyliśmy dalej w stronę Tadżykistanu.

Powiązane

Pozostaw komentarz