Wilno

Tym razem prawie zdążyliśmy przed deszczem. Dopiero na końcówce zaplanowanego odcinka dopada nas bezlitośnie chmura, która goniła nas przez większość trasy.

Dojeżdżamy do Wilna, miasta o którym słyszał chyba każdy. Wiele razy przymierzałem się do odwiedzenia tego największego powierzchniowo miasta krajów nadbałtyckich, jednak zawsze było jakoś nie po drodze.

Miasto robi wrażenie swą rozpiętością i różnorodnością. Naprawdę było gdzie spacerować. Stare miasto, Góra Trzykrzyska, Republika Zarzecza, wieża telewizyjna, liczne muzea. Miasto przypadło nam do gustu na tyle mocno, że postanowiliśmy zostać tam dwa dni.

Po przyjeździe i zakwaterowaniu w pokojach nad mocno uczęszczanym barem postanowiliśmy się najpierw rozgrzać mocząc stopy w wannie gorącej wody. Pierwszego dnia zrobiliśmy obchód starego miasta. Różnorodność uliczek i trafiający się co jakiś czas muzykanci budowały klimat.

Ruszając z naszej kwatery w pierwszej kolejności trafiliśmy na ratusz, który wszystkim jednoznacznie skojarzył się z kaliskim teatrem. Oba budynki oglądane od frontu są bardzo podobne.

Bardzo dobre wrażenie zrobiła na nas panorama miasta, jaką widać z Góry Trzykrzyskiej. Z tego miejsca widać całe leżące w dole miasto, a widok ten jest bardzo często powielany na widokówkach, magnesach i mapkach Wilna.

Niedaleko góry znajduje się bardzo ciekawe miejsce – Republika Zarzecza. Ta odcięta od starego miasta rzeką Wilenką dzielnica to miejsce będące przyczółkiem artystów. W 1997 roku Zarzecze proklamowało niepodległość. Obecnie ma prezydenta, hymn, konstytucję i premiera. Dzień niepodległości wypada w 1 kwietnia (jakoś mnie to nie dziwi).

O tym, że wchodzimy do Republiki Zarzecza informuje tablica ustawiona przy jednym z siedmiu mostów oraz zmieniające się otoczenie. Dla chcących przeczytać konstytucję tego artystycznego światka jest ona wywieszona w formie tablic na jednej ze ścian, a żeby było łatwiej czytać przetłumaczono ją na wiele języków, w tym polski.

Jako że podczas wędrówek pieszych nie padał deszcz udało nam się także dotrzeć w okolice Zamku Dolnego. Tu odbywał się chyba akurat jakiś festiwal kultur, bo można było spotkać wiele narodowości. Natrafiliśmy także na ekipę z Polski, która prezentowała tańce ludowe. Dziewczyny dzielnie robiły za wsparcie trzymając polską flagę. Po blisko dwóch tygodniach nieobecności w kraju zawsze jakoś tak miło, jak spotka się rodaka.

Podjęliśmy też próbę dotarcia do Zamku Górnego, ale trwały akurat przygotowania do święta koronacji i wejście było zastawione.

Dotarliśmy za to do Ostrej Bramy – jednego z obowiązkowych punktów wizyty w Wilnie. Jako, że zbliżał się wieczór, to właśnie spod Ostrej Bramy dane nam było obserwować niesamowity spektakl, kiedy to w powietrze wzniosła się liczna grupa balonów z turystami na pokładach. Podziwianie miasta z lotu balonem to dopiero musi być atrakcja.

Na koniec wspomnę o miejscu, które trudno nazwać atrakcją (te zawsze kojarzą mi się dobrze), piszę tu o Muzeum Ofiar Ludobójstwa. Muzeum mieści się w budynku dawnego KGB i przechowuje dowody sowieckich represji z lat 1940 – 1990. Można zobaczyć tam cele więzienne, w których trzymano i katowano wiele osób. Ściany są obwieszone zdjęciami przedstawiającymi okrucieństwo oprawców. Jest też wiele sal prezentujących szczegółowo działania zarówno KGB, jak również ruchu oporu. Miejsce, choć nie napawa optymizmem, jest warto odwiedzenie.

Wracamy do kwatery. To już ostatnia noc poza Polską. Nazajutrz obieramy kierunek na granicę.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.