„Plan legł w gruzach” – dzień pierwszy

20140804_155200

Dzień pierwszy, 4.08.2014

Zadzwonił budzik… choć nie wiadomo po co. W taką noc organizm sam broni się przed snem i spragniony wyczekiwanego przez blisko rok wyjazdu całą noc spędza w trybie „stand by”.

20140804_06415920140804_112357

Na zegarku prawie szósta rano, a ja wciąż nie wiem w jakim składzie pojedziemy w trasę. Pierwotnie miały to być trzy motocykle, a na nich sześć osób. Jedna maszyna wraz z załogą odpadła na kilka tygodni przed wyjazdem. Pozostały dwie maszyny, gdzie jeden z kierowców rozchorował się tydzień przed wyjazdem. Próby szybkiego naprawienia błędnika (ważny narząd podczas jazdy motocyklem po zakrętach) odnosiły różne skutki. Czekam z niecierpliwością na sygnał telefonu, który miał dzwonić skoro świt…Telefon dzwoni i jest decyzja – „Jadę zatankować i widzimy się później”.

Start zaplanowany na siódmą przeciąga się do ósmej rano, ale przynajmniej skład się nie pomniejszył. Ruszamy, choć nie wiadomo jak daleko zajedziemy razem.

Plan na ten dzień przewidywał dojechanie do Rumunii i nocleg w okolicach miejscowości Satu Mare – jak później się okaże plan zostanie całkiem zmodyfikowany, a Satu Mare odwiedzimy, ale na sam koniec naszej podróży.

Pogoda dopisuje. Temperatura nie za wysoka, słonecznie i sucho. Przejeżdżamy kolejne kilometry, chcąc być jak najszybciej na granicy. Za Strzelcami Opolskimi wpadamy na autostradę i dalej równą prędkością lecimy ku Słowacji.

Niezbyt daleko udaje nam się jechać w słońcu po autostradzie. Już po kilkudziesięciu kilometrach wbijamy się w deszczówki. Na tym kawałku trasy zaczyna też nieprzyjemnie wiać i do tego z boku, co powoduje, że magnesy w moim tank bagu nie wytrzymują i ledwo łapię torbę, która zeskoczyła mi ze zbiornika. Kawałek dalej podobny manewr próbuje wykonać karimata, która zawisła jedynie na kierunkowskazie i tak dyndając obijała się o asfalt.

Im dalej na południe, tym gorzej. Ulewa nasila się do takiego stopnia, że ledwo coś widać. Prędkość spada drastycznie. Na kilka kilometrów przed Zakopanym ustalamy, że śpimy w Polsce.

20140804_155248

Jeszcze jakiś czas zajmuje nam przebicie się przez Zakopiankę, gdzie końca korka nie widać. Dobrze, że mamy dwa koła i możemy cały ten galimatias ominąć.

Gdy docieramy na kwaterę, gdzie będziemy nocować po ulicach płynie masa wody, a pobliskie miejscowości są zalane.

Jeszcze zakupy, kolacja, suszenie rękawic i butów (dobrze, że są z nami kobiety). Przed snem nowe ustalenia – jedziemy bardziej na południe, do miejscowości Oradea. Czas spać.

20140804_141153

Powiązane posty

Zostaw komentarz


CAPTCHA Image
Reload Image